wtorek, 5 maja 2009
Jedyne co może zrobić każdy z nas- pamiętać
-Chętnie, poprosimy.
Pan Józef zniknął za drzwiami, a ja zaczęłam rozglądać się po pokoju. Ciemno brązowa drewniana podłoga idealnie komponowała się z jasnym dywanem. Ciemna skórzana kanapa, regał, stół i krzesła- wszystko z jednego kompletu, jakby ktoś zaprojektował je właśnie dla tego mieszkania, dla jednego człowieka. Myślałam, że w tym mieszkaniu na czwartym piętrze będzie dużo obrazów na ścianach, półkach, kilka starych sprzętów opowiadających o właścicielach pokoi. Niczego takiego nie znalazłam. Może jest to wynikiem trybu życia pana Józefa? W wieku 90 lat prowadzi samochód, własną firmę zajmującą się kaletnictwem, pisze książkę o swoim życiu i sam dba o swoje potrzeby.
Na regale znajdującym się między drzwiami a oknem, każda książka miała swoje miejsce, była niezastąpioną częścią idealnej całości. Pan Józef opowiadał nam jak przeżył dzięki szczegółom [1,2,3] oraz jak one były przyczyną jego upadków [4]. Przy każdej okazji przypominał nam, aby nigdy nie tracić wiary, że się uda i nie poddawać się [6]. Nie tylko wojna była dla niego ciężkim okresem- wiele razy później próbował otworzyć na nowo swój własny biznes.
-To Żydzi nauczyli mnie interesów i to jeszcze przed wojną.- wspomniał [5].
Z pozoru wydawało mi się, że mieszkanie to nie pasuje do starszej osoby. Uważałam, iż powinno wyglądać inaczej. Inaczej też powinien wyglądać świat siedemdziesiąt lat temu i inna powinna być historia nie ocalonych przez Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Niemożliwym jest cofnięcie tego co się wydarzyło, nie możemy znaleźć się w przeszłości. Nie należy też pozostawać obojętnym wobec historii, dlatego jedyne co może zrobić każdy z nas to pamiętać.
-Maybe, would you like some tea or coffee?- asked Mr. Józef Walaszczyk dressed in a suit. He was sitting at a dark brown wooden table. Dorota moved nervously on the chair:
-With pleasure, thank you.
Mr. Józef disappeared behind the door and I started to look around the room. Dark brown wooden floor went ideally with light carpet. Dark leather sofa, furniture set. Someone should designed this room for one man. I suspected to find stuff telling about owners of the room, many pictures on the walls, shelves in that room on fourth floor. I did not find anything like that. Perhaps it is because of Mr. Józef way of living? At 90th year old he drives a car, beads his leather-working firm, writes books and cares about himself.
Every book had its own place, was a irreplaceable part of perfect totality on a bookcase placed between door and window. Mr. Józef told us how he survived because of details [1,2,3] and how they were the reason of his failures [4]. At every opportunity he reminded us to never lose faith that it will be all right and to never give up [6]. The war was not the only one hard stage in his life–later he tried to open again his own business.
- About business I learned from Jews and it was just before the war.- he [5].
Firstly I thought this flat does not fit to an elderly person. In my opinion it should look different. Also the world should look different 70 years ago and the history of unsaved people through The Righteous Among the Nations. To retract this what happened is impossible, we can not find ourselves in the past. We also shouldn’t remain indifferent to history, so to remember is the only one thing which everyone of us can do.
czwartek, 16 kwietnia 2009
Kocioł rewizyjny.
- "Byliśmy razem z Ireną u mojej chorej matki na ulicy Żurawiej। Niemcy zrobili kocioł rewizyjny. Zamknęli dom. Wyjścia nie było. Podjąłem decyzje. Ubrałem się w skórzany płaszcz, zielony kapelusz i trzymając pod pachą niemiecką gazetę, z tupetem wyszedłem na schody, głośno mówiąc po niemiecku (a władałem niemieckim biegle). Irena nie znając niemieckiego mówiła: Ja, Ja. Na schodach, w bramie i na ulicy pełno było Niemców. My szliśmy między nimi i jakoś szczęśliwie wydostaliśmy się z zasadzki. Czasami bezczelność dawała skutek."
-“We were together with Irena at my sick mother at Żurawia Street. The Germans did raid. They closed the building. There was no entrance. I took a decision. I got dressed in my leather coat, green hat and with a german newspaper in my hand. I boldly walked out, down the stairs talking aloud in german(which I spoke fluently). Irena did not know German but she was saying: Ja, ja. There were many Germans everywhere on the streets, in the gate and stairs. We were walking between them and happily got out of ambush. Sometimes insolence gave results.”
wtorek, 14 kwietnia 2009
Wanderer - czyli zamiłowanie do samochodów.
- "Jeżeli chodzi o samochody to miałem taki przypadek. Przyjechał na kontrole fabryki Niemiec z województwa. Przyjechał pięknym, sportowym samochodem - Wandererem. Dałem kielicha kierowcy tego
Niemca, zabrałem kluczyki. Chciałem się przejechać polną dróżką, ale zaryłem w piach. Od majątku było daleko... jakieś 2 km. Myślałem żeby końmi mnie wyciągnęli, ale mogło to za długo trwać i właściciel mógłby się zorientować. No więc podkładałem dywaniki pod koła. Trwało to z pół godziny, ale jakoś wyjechałem. Wracam, a ten Niemiec stoi z pistoletem i krzyczy: "Ja Cię zastrzelę! Zabrałeś mi samochód do partyzantów!". Kierowca stał blady... Ja byłem bezczelny więc mówie mu: "To jest tak piękny samochód, że nie mogłem sobie odmówić przejażdzki". No ale "volksdeutsch" był po
dobrym obiedzie, więc jakoś uszło mi... Pojechali. Ale co stało się z tym kierowcą to nie wiem. Można się było narazić..."Pan Józef Walaszczyk opowiadał nam tą historię z uśmiechem. Po tylu latach, wydaje się ona nawet zabawna. Ale czy wtedy Panem Józefem nie targały emocje w środku? Musiał czuć strach lecz nie dał po sobie tego poznać. Warto było narażać się tylko dla tej jednej przejażdzki? Dla młodego mężczyzny na pewno tak. To tylko jedna z takich opowieści w których nasza postać igra z losem. Ale poznawszy tego człowieka wiem, że niczego on nie żałuje.
-“As regards cars I had an event. One time a German from province arrived to control the factory. He got out from a beautiful sports car Wanderer. I gave a drink of alcohol to the driver of German and I took the keys. I intended to have a ride on path in a forest, but I have got stuck in the sand. That was far away from possessions about 2km. I thought- maybe by horses they could pull me out but it could take too much time and the owner would see what happened. So I was putting rugs under the wheels. It took about half an hour but I’ve managed. I came back and saw that German standing with a gun and shouting “I will kill you! You took my car to partisans!”. The driver was pale.. I was impertinent so I said: “It is such a beautiful car that I could not deny myself a ride.” But a “volksdeutsch” had a very good dinner so I got away with it… They went. What happened with a driver, I do not know. One could expose me to danger…”
Jestem uparty i to mi pomogło.
- "Bo ja nigdy się nie poddawałem. I ja mam taką naturę, że jak jakiś problem jest, to u mnie w moim komputerze od razu następuje myślenie jak z tego wyjść, jakie są rozwiązania. Taką mam naturę - upartą".
Gdy usłyszałam te słowa, pomyślałam, że w dzisiejszych czasach dużo młodych ludzi jest upartych, ale czy to wynika z tego, że chcemy coś w życiu osiągnąć czy po prostu musimy pokazać dorosłym "jeszcze" swoją dziecinną naturę? Młody człowiek szuka sposobu by zrozumieć czego chce od nas życie. Straszną wiadomością jest, że takich ludzi jak nasz Sprawiedliwy, takich przykładów wspaniałej osobowości jest coraz mniej. A myślę, że lekarstwem dla młodzieży są właśnie takie rozmowy z takimi ludźmi. Nic nie stracimy, za to wiele zyskamy. Mi osobiście ta rozmowa pomogła w życiu, bo zaczęłam na nie patrzeć z innej perspektywy. Tak jak Pan Walaszczyk, chcę kiedyś cieszyć się z tego jak przeżyłam to, co zostało mi dane.
Everyday we must face adversities of fate. How it is that some of us have inner strength to face with difficulties even sometimes unintelligible. Thanks to dialogues with Mr. Walaszczyk I understood that everything in my life makes sense. We know that during our whole life we are learning. We should take advantage from his experiences.
-“For I never gave up. I am such a person who seeks solution when I face problem. I have stubborn nature.”
When I heard these words I thought that in these days many young people are stubborn but what are theirs motives, intentions? Do we want to achieve something in our life or do we want to show to adults our “still” childish nature? A young man seeks a way to understand what life wants from us. A sad news is that there are very little people like our Righteous, wonderful person. I think that dialogues with such people are like cure for youth. We have nothing to loose but we can much achieve. For me personally, the meeting with Mr. Walaszczyk helped a lot for I began to see my life from other perspective. As our hero I would like to be glad from what I have experienced in my life.
niedziela, 5 kwietnia 2009
Interesy przy placu Grzybowskim 10
nie:-Proszę pana, moze pan ze mną porozmawia.
ale co prawda, kuzyn mnie nakrył."

http://www.warszawa1939.pl/strona_2.php?kod=grzybowski_10_2_a
http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,746,78933243,79055047.html
-About business I learned from Jews-said Mr. Józef.
“I had been buying sacks from factory at Grzybowski Square 10 [1] before the war. It was at the gate that still exists. On one side was one wholesaler and on the other side the other wholesaler. I always had been buying from the one on left side. One day came to me the second wholesaler and said:
-Could you speak with me?
-Yes, of course.
-Sir, you are from factory and you buy sacks here paying 1,10zł.
-Yes, it is.
-I will sell you for 1zł, ok? You know, for you 10gr…
I think: ’For 1000 sacks I would be glad, 10gr…’ So I changed wholesaler and I had, but saying truth my cousin discovered that.”
sobota, 4 kwietnia 2009
Kilogram złota
Wszyscy zostali aresztowani przez gestapo. W czasie transportu Irena przekupiła brylantowym pierścionkiem niemieckiego policjanta i dała mu kartkę z numerem telefonu mojego kolegi. Dzięki przekazanej tą drogą informacji, rano następnego dnia byłem już w Warszawie i poprzez przyjaciół z podziemia dostałem kontakt do ojca mojego kolegi- p. Klimowicza, który był mężem Niemki- córki pastora p. Kilchena. Pan Klimowicz, decyzją AK pracował w gestapo.
Zatelefonowałem do niego, a on wezwał mnie do biura, zbadał sprawę aresztowanych, stwierdził że prócz Ireny jest aresztowanych 20 osób. Sprawa nie trafiły jeszcze do Wydziału i prowadzący ją powiedzieli panu Klimowiczowi, że mogą dokonać jeszcze przekwalifikowania i wypuścić na wolność całą grupę- 21 osób. Ceną za tę 'przysługę' był 1kg złota w wyrobach jubilerskich, który miałem dostarczyć na ul. Kruczą 34 do godziny 17.00. Po dowiezieniu 'okupu' całą grupę uwolniono."
Pan Józef Walaszczyk przerywa na chwilę, marszczy czoło- "W pięć godzin miałem zorganizować kilogram złota w wyrobach."
"Nazajutrz sprzedałem kawalerkę i kupiłem mieszkanie, przy ul. Emilii Plater 17, w wilii na I piętrze. Na parterze mieszkało małżeństwo Compa- folksdojcze- tancerze w niemieckim nocnym lokalu. By moje podopieczne nie 'wałęsały' się po mieście przyjąłem gosposię."
“To the apartment At Krucza street Irena brought Her nanny , Helena Torbeczko and her friend Anna Starzewska; both of them Jewish. In spite of my ban that without my permission they shouldn’t go to the city, Irena went to the meeting with hiding Jewish youth. All of them got arrested. At the same time Irena bribed a German policeman with a diamond ring and gave him a phone number of my friend. This way I got the information and early morning the next day I was already in Warsaw and got the contact with a father of my friend, Mr. Klimowicz a husband of a German pastors daughter, who was made to work for Gestapo.
I called him and he checked the problem of the arrested group. The main quarters still didn’t got the trial and Mr. Klimowicz was told that the qualification of the group can be done again, for what I need to pay 1 kg or gold which I was told to bring to Krucza street 34 by 5 pm. After that the whole group was released. “
Mr. Joseph stopped here and frowned his forehead – “I had to organize 1 kg of gold within 5 hours. “
“The next day I sold my flat and bought another at Emilia Plater Street 17 in a villa at the first floor. On the ground floor there was a couple Compa, a folskdeush dancers in a German night club. In order that my friends will not go to town I employed a housemaid. “
piątek, 20 marca 2009
Spontaniczna pomoc w 1940- od tego się zaczęło
wałem ją do szafy, a sam symulując niedyspozycję żołądka- jęcząc, na wpół zgięty wręczyłem Niemcom dokumenty i udałem się do toalety. W momencie, kiedy przyszła kolej na penetrację mojego pokoju, kierowniczka pensjonatu potwierdziła, że mnie zna, że zatrzymuję się u niej kiedy przyjeżdżam z fabryki. Udało się- Niemcy nie weszli do pokoju. Rano schowałem Irenę Front w mojej kawalerce, przy ul. Kruczej 34. Pojechałem do fabryki- majątku i tam, w gminie kupiłem dla niej aryjskie dokumenty, sięgające 3 pokoleń wstecz na moje nazwisko, w których Irena figurowała, jako moja żona."“I was at the pension on Zurawia street 15 with my friend Irena. At midnight the Gestapo got in for control. Then Irena confessed that she was a Jew without any documents. I hid her in a wardrobe. I pretended strong stomach-ache, so moaning out of pain I showed my documents to the German then I bent down and crawled to the toilet. At the moment when they wanted to control my room, the headmaster of that pension came in and assured them that she knows me and that I’m always staying over night after returning from my factory. We have managed because the Germans didn’t come to my room. The next day I hid Irena Front in my small apartment at Krucza street 34. Then I went to the factory and there in the community I bought for her Aryan documents which reached three generations back to my surname, and she was written as my wife.”