piątek, 20 marca 2009

Spontaniczna pomoc w 1940- od tego się zaczęło

"Z przyjaciółką Ireną byłem w pensjonacie na ul. Żurawiej 15. O północy wpadło na kontrolę gestapo. Wtedy Irena przyznała się, że jest Żydówką i nie ma żadnych dokumentów. Schowałem ją do szafy, a sam symulując niedyspozycję żołądka- jęcząc, na wpół zgięty wręczyłem Niemcom dokumenty i udałem się do toalety. W momencie, kiedy przyszła kolej na penetrację mojego pokoju, kierowniczka pensjonatu potwierdziła, że mnie zna, że zatrzymuję się u niej kiedy przyjeżdżam z fabryki. Udało się- Niemcy nie weszli do pokoju. Rano schowałem Irenę Front w mojej kawalerce, przy ul. Kruczej 34. Pojechałem do fabryki- majątku i tam, w gminie kupiłem dla niej aryjskie dokumenty, sięgające 3 pokoleń wstecz na moje nazwisko, w których Irena figurowała, jako moja żona."

“I was at the pension on Zurawia street 15 with my friend Irena. At midnight the Gestapo got in for control. Then Irena confessed that she was a Jew without any documents. I hid her in a wardrobe. I pretended strong stomach-ache, so moaning out of pain I showed my documents to the German then I bent down and crawled to the toilet. At the moment when they wanted to control my room, the headmaster of that pension came in and assured them that she knows me and that I’m always staying over night after returning from my factory. We have managed because the Germans didn’t come to my room. The next day I hid Irena Front in my small apartment at Krucza street 34. Then I went to the factory and there in the community I bought for her Aryan documents which reached three generations back to my surname, and she was written as my wife.”

wtorek, 17 marca 2009

Pociąg, bagaż, policja niemiecka i zapach śmierci

"1942 rok. Wracałem z Warszawy do Nowego Miasta nad Pilicą kolejką wąskotorową. Był koniec marca, na polach leżał śnieg. Gdy pociąg wjechał na stację w Nowym Mieście, okazało się, że jesteśmy otoczeni przez policję niemiecką, pod dowództwem Gestapo, którym kierował 'polakożerca' Hofman. Zostały zarekwirowane wszystkie bagaże i zatrzymani wszyscy pasażerowie. Na komendzie miała nastąpić dokładna kontrola bagaży i ich właścicieli.

Ja miałem dużo bagażu dla domu i fabryki oraz dla wujka z AK (Armia Krajowa). Raptem podniósł się alarm, że zginęły wszystkie moje pakunki. Poszukiwania, rewizje całej stacji nie dały rezultatu. Zostałem posądzony, że mam trefny bagaż i spółkę ze złodziejami. Wzięli mnie na poczekalnię, przesłuchiwali, bili, kopali, okładali mnie płazami bagnetów- nic nie wydusili, więc kazali biegać po śniegu i strzelali z karabinów maszynowych pod nogi i nad głową, krzycząc, że przestaną wtedy, kiedy powiem, kto jest moim wspólnikiem.
Ponieważ i to nie poskutkowało, urządzili 'rozprawę sądową' i skazali mnie na śmierć. Wyznaczyli pluton egzekucyjny, dali instrukcje -dowodzący będzie liczył 'raz, dwa, trzy- pal' i opuści szpicrutę. Chcieli mi zawiązać oczy i odwrócić tyłem do luf, oświadczyłem, że będę stał spokojnie. Oddałem ducha Bogu i tylko najbardziej bolało mnie, że na to wszystko patrzy moja matka, która przyjechała po mnie powozem na stację. Hofman doliczył do dwóch i nagle wykrzyknął 'halt!' i głośno oświadczył, że 'taka śmierć jest dla mnie za lekka, ja porozmawiam z tobą na komendzie a potem wyślę cię do Oświęcimia'. Został sformowany pochód na komendę, ja szedłem w pierwszej czwórce. Wtem zajechał nam drogę policyjny motocykl i kierowca wręczył Hofmanowi pismo. Ten przeczytał, zaklął, i podszedł do mnie mówiąc 'mam cię zwolnić, ale pamiętaj, że gdziekolwiek cię spotkam, tam cię zastrzelę, a do Nowego Miasta nie masz wstępu'.

Kulisy zdarzenia były takie: Na dworcu była też obstawa AK, która miała chronić ważną przesyłkę - z mojego bagażu i to ona wyprowadziła moje pakunki.
Moja matka w czasie 'przesłuchiwania' mnie na poczekalni dworcowej zadzwoniła do nadzorcy niemieckiego Bezirkslandwirtsa p. Albrechta, który sprawował kontrolę nad majątkiem i fabryką. Był starszym, inteligentnym i bardzo dobrym człowiekiem. Znał mnie dobrze, bowiem z racji bardzo dobrej znajomości niemieckiego, przyjeżdżałem do niego ze sprawozdaniami. Ten właśnie człowiek uzyskał moje zwolnienie i 'ucieczkę' przed śmiercią."

„1942. I was returning from Warsaw to Nowe Miasto at Pilica river by a subway. It was the end of March, so there was still snow on the fields. As the train arrived at the station of Nowe Miasto it turned out that we are surrounded by the German police, under the Gestapo which was led by a ‘pole-eater’, Hofman. All passengers were retained and the luggage requisitioned. At the headquarters all were going to be exactly controlled as well their luggage.

I had a lot of luggage for my home and the factory and things from my uncle from AK (The National Army). Suddenly the rumor was raised that all my lagguage had disappeared. The precise search everywhere at the train station didn’t help at all. So I was accused of an non-kosher lagguage and that i’m In the commete with the thieves. So I was taken to the waiting room and was beaten, kicked and whiped with their bayonets, but I didn’t say anything. So I was forced to run in snow as they were shooting me at my feet and above my head, yealling that they will stop if i atmitt who is my partner.
Since they didn’t achieved anything, they organized a trial and i was sentenced to death. They prepared a firing party, gave instructions who will count to three and will kill me. They wanted to cover my eyes but I said that I will stand still. So I gave myself into the hands of God and the only thing that hurt my was the thought that my mother who came with the carriage to meet me at the train station had been witnessing to all of that. Hofman counted till two and at that moment he yelled “stop!” and declared that I don’t deserve such an easy death, that he will talk about me and send me to Ośiwęcim. We were formed into rows of “four” and I was in the front row. Suddenly a police motor rode across our group and the driver handed a letter to Hofman. He read it, said a curse, approached me and said: ‘I have to release you, but remember, wherever I will meet you I kill you and to Nowe Miasto you are not allow to come anymore'.


Here is the background of that story. There was a guard from the AK (National Army) at the train station, which was appointed to protect an important parcel from my stuff and it was them who took all my luggage.
As I was in the waiting room for the investigation, my mother called to the German headmaster of Bezirkslandwirtsa Mr Albrecht, who was the controller over the factory and the land. That was and elderly, very good and intelligent man. He knew me well and because of my ability of speaking German I usually brought to him the reports. This man obtained the permission of my relief and my ‘refuge’ from death."

poniedziałek, 16 marca 2009

Moi magiczni ludzie

"Prześladowani"

Przygnębieni...
Otaczani nienawiścią,
Kochamy się wzajemnie.
Wybaczamy.

Cierpiący...
Otoczeni wrogami,
Poszukujemy siły w Bogu.
Uciekamy.

Szczęśliwi...
Otoczeni światłem.
Pełni radości.
Wysłuchani,
Zapomnieni.


Ten wiersz powstał, gdy pisałam pracę do konkursu "Moje magiczne miejsce". Wybrałam cmentarz Żydowski w Warszawie na Targówku [1] . Płakałam, gdy z tatą oglądaliśmy pozostałości po tylu ludziach mieszkających w stolicy przed Pierwszą Wojną Światową, a także podczas niej. Niektóre daty na połamanych, za sprejowanych napisami antysemickimi, obrośniętych roślinami, schowanych prawie całkowicie w ziemi macewach (Żydowskich nagrobkach) mówiły mi o ludziach, którzy po przeżyciu pierwszej wojny stawali się świadkami drugiej i w młodym wieku umierali. Czułam nienawiść i wściekłość dla siebie oraz innych mieszkańców Targówka za obojętność jaką darzymy okres prześladowań.

Zaskakującym widokiem był pomnik, znajdujący się w środku cmentarza. Okrągłe podwyższenie okolicznym mieszkańcom służy za miejsce spotkań. Liczne puszki po piwie, butelki po alkoholu, ludzie spacerujący z psami... O to jak okazujemy szacunek zmarłym. Macewy otaczające pomnik pełne były napisów antyżydowskich wysprejowany przez okolicznych chuliganów. Wiedzą, że to cmentarz Żydowski. Uczą się o holokauście, mają styczność z Żydami i ich kulturą- mimo to nadal ich przeklinają, lekceważą. Czy to możliwe, aby tak szybko zapomnieli o obozach koncentracyjnych, eksterminacji, prześladowaniach, gettach? A może nigdy nie chcieli pamiętać?

“Persecuted”

Depressed…
Surrounded with hatred,
We love each other…
We forgive,,,

Suffered,,,
Surrounded with enemies
We are seeking the strength in God
We fleeing.

Happy…
Surrounded with light,
Full of joy,
Heard,
Forgotten.

This poem came into being as I was writing my competition essay “My magic place”. I chose the Jewish cemetery on Targówek [1]. I war crying as together with my dad we were looking at the remains of those people who lived in Warsaw before and during the First World War. Some of the macewas (the Jewish gravestone) were broken into pieces or had written anti-Semitic inscriptions, some were hidden in the ground covered with old plants. As I tried to read the dates, I found out, that people who survived the first war, witnessed to the second war and had died early - still in their youth. I felt hatred and anger at myself and other inhabitants of Targówek, because of that indifference towards the persecution period.

I was surprised seeing a monument at the centre of the cemetery. There was a round stone which was used as a place of meeting for local people. Many tins, vine bottles, sign of the dogs visits…this was a picture of the reverence that we show towards those who died? Again the macewas were painted with anti-Semitic inscriptions written by local hooligans. They know that this is a Jewish cemetery; they learn about the holocaust and have even contact with the Jews and their culture – in spite of this they still ignore and curse them. Is it possible that they so easily had forgotten about the concentration camps, extermination, persecution and ghettos? Or maybe they never wanted to remember?