czwartek, 16 kwietnia 2009

Kocioł rewizyjny.


Nauka to katorga. Ale co jeżeli ona ocali Ci życie? Pan Józef chyba nie lubił niemieckiego. Wydawałoby się, że do niczego mu się nie przyda. Nauczycielka niemieckiego była bardzo surowa i ostra. Po tylu latach Józef Walaszczyk cieszy się na myśl o niej, bo wie, że jakiś dobry anioł mu ją zesłał. Spytacie mnie co ma ten język do historii naszego Sprawiedliwego. Oto fragment wspomnień, których słuchałam:
- "Byliśmy razem z Ireną u mojej chorej matki na ulicy Żurawiej। Niemcy zrobili kocioł rewizyjny. Zamknęli dom. Wyjścia nie było. Podjąłem decyzje. Ubrałem się w skórzany płaszcz, zielony kapelusz i trzymając pod pachą niemiecką gazetę, z tupetem wyszedłem na schody, głośno mówiąc po niemiecku (a władałem niemieckim biegle). Irena nie znając niemieckiego mówiła: Ja, Ja. Na schodach, w bramie i na ulicy pełno było Niemców. My szliśmy między nimi i jakoś szczęśliwie wydostaliśmy się z zasadzki. Czasami bezczelność dawała skutek."
Learning is hard labour. But what if it will save your life? Probably Mr. Józef did not like German language. It would look like it will not be useful for anything. The teacher of German language was very stern. After the years Józef Walaszczyk is happy when he thinks about her because he knows that some good angel sent her to him. You will ask me why this language is important in our Righteous history. This is a fragment of memories which I listened to:
-“We were together with Irena at my sick mother at Żurawia Street. The Germans did raid. They closed the building. There was no entrance. I took a decision. I got dressed in my leather coat, green hat and with a german newspaper in my hand. I boldly walked out, down the stairs talking aloud in german(which I spoke fluently). Irena did not know German but she was saying: Ja, ja. There were many Germans everywhere on the streets, in the gate and stairs. We were walking between them and happily got out of ambush. Sometimes insolence gave results.”

wtorek, 14 kwietnia 2009

Wanderer - czyli zamiłowanie do samochodów.

Czasem zastanawiam się czy aby P.Walaszczyk za często nie wystawiał się na niebezpieczeństwo. Ota jedna z historii która pokazuje, że Pan Józef w młodym wieku, jak to każdy chłopiec uwielbiał auta, a gdy nadarzyła się okazja, umiał ją wykorzystać.
- "Jeżeli chodzi o samochody to miałem taki przypadek. Przyjechał na kontrole fabryki Niemiec z województwa. Przyjechał pięknym, sportowym samochodem - Wandererem. Dałem kielicha kierowcy tego Niemca, zabrałem kluczyki. Chciałem się przejechać polną dróżką, ale zaryłem w piach. Od majątku było daleko... jakieś 2 km. Myślałem żeby końmi mnie wyciągnęli, ale mogło to za długo trwać i właściciel mógłby się zorientować. No więc podkładałem dywaniki pod koła. Trwało to z pół godziny, ale jakoś wyjechałem. Wracam, a ten Niemiec stoi z pistoletem i krzyczy: "Ja Cię zastrzelę! Zabrałeś mi samochód do partyzantów!". Kierowca stał blady... Ja byłem bezczelny więc mówie mu: "To jest tak piękny samochód, że nie mogłem sobie odmówić przejażdzki". No ale "volksdeutsch" był po dobrym obiedzie, więc jakoś uszło mi... Pojechali. Ale co stało się z tym kierowcą to nie wiem. Można się było narazić..."
Pan Józef Walaszczyk opowiadał nam tą historię z uśmiechem. Po tylu latach, wydaje się ona nawet zabawna. Ale czy wtedy Panem Józefem nie targały emocje w środku? Musiał czuć strach lecz nie dał po sobie tego poznać. Warto było narażać się tylko dla tej jednej przejażdzki? Dla młodego mężczyzny na pewno tak. To tylko jedna z takich opowieści w których nasza postać igra z losem. Ale poznawszy tego człowieka wiem, że niczego on nie żałuje.
Sometimes I think whether Mr. Walaszczyk too often exposed himself to danger. There is one story that shows how Mr. Józef at young age loved cars like every boy and he made the most of opportunity.
-“As regards cars I had an event. One time a German from province arrived to control the factory. He got out from a beautiful sports car Wanderer. I gave a drink of alcohol to the driver of German and I took the keys. I intended to have a ride on path in a forest, but I have got stuck in the sand. That was far away from possessions about 2km. I thought- maybe by horses they could pull me out but it could take too much time and the owner would see what happened. So I was putting rugs under the wheels. It took about half an hour but I’ve managed. I came back and saw that German standing with a gun and shouting “I will kill you! You took my car to partisans!”. The driver was pale.. I was impertinent so I said: “It is such a beautiful car that I could not deny myself a ride.” But a “volksdeutsch” had a very good dinner so I got away with it… They went. What happened with a driver, I do not know. One could expose me to danger…”
Mr. Walaszczyk told us this story with a smile on his face. After so many years it sounded even funny. Could Mr. Józef possibly feel strong emotions inside? He must have had fear but he did not show it. Was it worth to expose himself to danger only for sake of one ride? Surely yes to - a young man. That is only one of the stories where our figure play with fate. When I got to know this man I understood he did not regret anything.

Jestem uparty i to mi pomogło.

Codziennie musimy zmierzyć się z przeciwnościami losu. Jak to się dzieje, że niektórzy z nas mają wewnętrzną siłę, aby zmierzyć się z tym co trudne, może nieraz nawet niezrozumiałe dla nas. Dzięki rozmowie z Panem Józefem Walaszczykiem zrozumiałam, że wszystko czego doświadczam w życiu ma sens. Przecież wiadomo, że człowiek uczy się całe życie. Powinniśmy korzystać z doświadczenia takich ludzi jak Pan Józef.
- "Bo ja nigdy się nie poddawałem. I ja mam taką naturę, że jak jakiś problem jest, to u mnie w moim komputerze od razu następuje myślenie jak z tego wyjść, jakie są rozwiązania. Taką mam naturę - upartą".
Gdy usłyszałam te słowa, pomyślałam, że w dzisiejszych czasach dużo młodych ludzi jest upartych, ale czy to wynika z tego, że chcemy coś w życiu osiągnąć czy po prostu musimy pokazać dorosłym "jeszcze" swoją dziecinną naturę? Młody człowiek szuka sposobu by zrozumieć czego chce od nas życie. Straszną wiadomością jest, że takich ludzi jak nasz Sprawiedliwy, takich przykładów wspaniałej osobowości jest coraz mniej. A myślę, że lekarstwem dla młodzieży są właśnie takie rozmowy z takimi ludźmi. Nic nie stracimy, za to wiele zyskamy. Mi osobiście ta rozmowa pomogła w życiu, bo zaczęłam na nie patrzeć z innej perspektywy. Tak jak Pan Walaszczyk, chcę kiedyś cieszyć się z tego jak przeżyłam to, co zostało mi dane.

Everyday we must face adversities of fate. How it is that some of us have inner strength to face with difficulties even sometimes unintelligible. Thanks to dialogues with Mr. Walaszczyk I understood that everything in my life makes sense. We know that during our whole life we are learning. We should take advantage from his experiences.
-“For I never gave up. I am such a person who seeks solution when I face problem. I have stubborn nature.”
When I heard these words I thought that in these days many young people are stubborn but what are theirs motives, intentions? Do we want to achieve something in our life or do we want to show to adults our “still” childish nature? A young man seeks a way to understand what life wants from us. A sad news is that there are very little people like our Righteous, wonderful person. I think that dialogues with such people are like cure for youth. We have nothing to loose but we can much achieve. For me personally, the meeting with Mr. Walaszczyk helped a lot for I began to see my life from other perspective. As our hero I would like to be glad from what I have experienced in my life.

niedziela, 5 kwietnia 2009

Interesy przy placu Grzybowskim 10

-A interesów to mnie nauczyli Żydzi.-powiedział pan Józef.

"Kupowałem worki dla fabryki przed wojną na placu Grzybowskim 10 [1], w takiej bramie. Ta brama wciąż istnieje. I po jednej stronie był jeden hurtownik Żydowski, a po drugiej stronie drugi. Ja zawsze kupowałem od tego po lewej. Kiedyś wychodzi do mnie ten z prawej przed bramę i mówi do mnie:
-Proszę pana, moze pan ze mną porozmawia.
-Proszę bardzo.
-Proszę pana, pan jest z fabryki, pan kupuje tutaj worki, pan płaci złoty dziesięć.
-Tak zgadł pan.
-Ja panu policzę złoty, dobrze? Wie pan, panu 10 groszy...

Ja sobie myślę tak: ' No na 1000 worków to ja już jestem dobry jak po 10 groszy...'. Więc przeniosłem się do niego i miałem,
ale co prawda, kuzyn mnie nakrył."

http://www.warszawa1939.pl/strona_2.php?kod=grzybowski_10_2_a

http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,746,78933243,79055047.html

-About business I learned from Jews-said Mr. Józef.
“I had been buying sacks from factory at Grzybowski Square 10 [1] before the war. It was at the gate that still exists. On one side was one wholesaler and on the other side the other wholesaler. I always had been buying from the one on left side. One day came to me the second wholesaler and said:
-Could you speak with me?
-Yes, of course.
-Sir, you are from factory and you buy sacks here paying 1,10zł.
-Yes, it is.
-I will sell you for 1zł, ok? You know, for you 10gr…
I think: ’For 1000 sacks I would be glad, 10gr…’ So I changed wholesaler and I had, but saying truth my cousin discovered that.”

sobota, 4 kwietnia 2009

Kilogram złota

"Do mojego mieszkania na Kruczej Irena przyprowadziła swoją piastunkę- Helenę Torbeczko i koleżankę Annę Starzewską- obie były Żydówkami. Pomimo mojego zakazu, be beze mnie nie wychodziła do miasta, Irena poszła na spotkanie z ukrywającą się młodzieżą żydowską.
Wszyscy zostali aresztowani przez gestapo. W czasie transportu Irena przekupiła brylantowym pierścionkiem niemieckiego policjanta i dała mu kartkę z numerem telefonu mojego kolegi. Dzięki przekazanej tą drogą informacji, rano następnego dnia byłem już w Warszawie i poprzez przyjaciół z podziemia dostałem kontakt do ojca mojego kolegi- p. Klimowicza, który był mężem Niemki- córki pastora p. Kilchena. Pan Klimowicz, decyzją AK pracował w gestapo.
Zatelefonowałem do niego, a on wezwał mnie do biura, zbadał sprawę aresztowanych, stwierdził że prócz Ireny jest aresztowanych 20 osób. Sprawa nie trafiły jeszcze do Wydziału i prowadzący ją powiedzieli panu Klimowiczowi, że mogą dokonać jeszcze przekwalifikowania i wypuścić na wolność całą grupę- 21 osób. Ceną za tę 'przysługę' był 1kg złota w wyrobach jubilerskich, który miałem dostarczyć na ul. Kruczą 34 do godziny 17.00. Po dowiezieniu 'okupu' całą grupę uwolniono."
Pan Józef Walaszczyk przerywa na chwilę, marszczy czoło- "W pięć godzin miałem zorganizować kilogram złota w wyrobach."

"Nazajutrz sprzedałem kawalerkę i kupiłem mieszkanie, przy ul. Emilii Plater 17, w wilii na I piętrze. Na parterze mieszkało małżeństwo Compa- folksdojcze- tancerze w niemieckim nocnym lokalu. By moje podopieczne nie 'wałęsały' się po mieście przyjąłem gosposię."

“To the apartment At Krucza street Irena brought Her nanny , Helena Torbeczko and her friend Anna Starzewska; both of them Jewish. In spite of my ban that without my permission they shouldn’t go to the city, Irena went to the meeting with hiding Jewish youth. All of them got arrested. At the same time Irena bribed a German policeman with a diamond ring and gave him a phone number of my friend. This way I got the information and early morning the next day I was already in Warsaw and got the contact with a father of my friend, Mr. Klimowicz a husband of a German pastors daughter, who was made to work for Gestapo.
I called him and he checked the problem of the arrested group. The main quarters still didn’t got the trial and Mr. Klimowicz was told that the qualification of the group can be done again, for what I need to pay 1 kg or gold which I was told to bring to Krucza street 34 by 5 pm. After that the whole group was released. “
Mr. Joseph stopped here and frowned his forehead – “I had to organize 1 kg of gold within 5 hours. “

“The next day I sold my flat and bought another at Emilia Plater Street 17 in a villa at the first floor. On the ground floor there was a couple Compa, a folskdeush dancers in a German night club. In order that my friends will not go to town I employed a housemaid. “